Category Polska

Zygmunt a cecarz niemiecki Maksymilian

Wojna tocząca się z Wasylem mogła już była Zygmunta przekonać, jak zaciętego wroga posiada w cesarzu niemieckim Maksymilianie. Habsburgowie usadowiwszy [się] przez szczęśliwe małżeństwa na tronach Burgundii i Hiszpanii, z inną już teraz niż przedtem jako książęta austriaccy występowali siłą. Zatrudnieni domowymi sprawami Niemiec i uporczywą walką z królem Franciszkiem francuskim, siły tej na Polskę nie mogli wprawdzie obrócić, ale za to szkodzili jej jak mogli, wiązali się z carem moskiewskim, z wojewodą wołoskim, mieszali w sprawy wewnętrzne Prus, roszcząc sobie nad Zakonem zwierzchnicze prawa, a przede wszystkim osądzili, że już chwila stanowcza do wyparcia Jagiellonów z Czech i Węgier nadeszła. Wydając Marię, wnuczkę Maksymiliana cesarza, za Ludwika, syna Władysława Jagiellończyka, żeniąc Ferdynanda I z Anną, córką Władysława, stawali już jedną nogą na tronie węgierskim i czeskim i zawarli układy, mocą których w razie bezpotomnego zejścia Ludwika oba te trony mieli dla siebie zagarnąć. Zygmunt nie tylko na wszystko przystał, ale zjechawszy z Władysławem na wielki kongres do Wiednia w r. 1515 obecnością swoją tryumf Maksymiliana i dynastii habsburskiej nad jagiellońską uświęcił. Obiecywał sobie Zygmunt z tego wszystkiego zobojętnienie cesarza w sprawach moskiewskiej i pruskiej, a wypuścił z rąk sprawy o wiele ważniejsze, poświęcił niepowrot- nie myśl jedności słowiańskiej z Czechami, obawiał się tronu Węgier, który do morderczych walk z Turkami go zobowiązywał. Przyszła nareszcie katastrofa. W r. 1526 przykładem Warneńczyka zginął Ludwik w bohaterskiej bitwie z Turkami pod Mohaczem, Ferdynand austriacki posiadł trony węgierski i czeski, korzystając z zupełnej apatii Zygmunta, który nawet przeciwnikowi jego na Węgrzech, Zapolyi, wszelkiej odmówił pomocy. W czasie kiedy od szczęku oręża drżała cała Europa, kiedy wznosiły się i padały trony, a dyplomacja nowożytna cały świat oplątała siecią podstępu i intryg, jeden Zygmunt monarchów europejskich moralizował, obsyłał listami nakłaniającymi do zgody i odpowiadał błagającemu o poparcie Zapolyi, że Polska do pokoju, a nie do wojny chrześcijaństwu pomagać zwykła! Piękne te słowa, gdyby poza nimi stały zastępy orężne, zdolne do poskromienia łamiącego pokój burzyciela, w ustach monarchy, który wszystkie wielkie posłannictwa, stawione Polsce przez jego własnych przodków, w ciągu czterdziestoletniego panowania od niej odsunął, a po części niepowrot- nie złamał, stawały się pustym frazesem, bo on, monarcha potęż- nego, groźnego wszystkim państwa, nikomu nie był niebezpieczny.

Polska czytaj dalej