Twórczość Jana Kochanowskiego

Nie zmieni naszego sądu ta okoliczność, że pokoleniu temu śpiewał z Czarnego Lasu Jan Kochanowski, że dla niego pisał dzieje Polski Kromer, że w jego imieniu zabierał głos Jan Zamoyski, bo im szkodliwemu kierunkowi większe służą ta- lenta, ten kierunek tym oczywiście szkodliwsze wydaje owoce. Szczytne są treny Kochanowskiego i jego przekład psalmów i pieśni, klasyczny w najlepszym tego słowa znaczeniu jego dramat Odprawa postów, ale na próżno byśmy w jego utworach szukali tej żarliwości religijnej, tej werwy politycznej, tego zdrowego, moralnego sądu, który Reja z Nagłowic cechuje. Rej pisze wszystko dla nauki, dla poprawy narodu. Kochanowski wylewa swoje uczucia na papier dla siebie, a pozwala w nich spółczesnym kosztować tylko dla rozrywki i artystycznej rozkoszy. Historykiem tej szkoły doktrynerów jest Marcin Kromer, bo chociaż „dzieje” jego już w roku 1555 pierwszy raz w druku się pojawiły, to jednak dalsze ich a liczne wydania ciągną się aż do roku 1589, a w roku 1580 spotkało je dopiero publiczne od senatu polskiego uznanie. Wytworność łacińskiego stylu jest tych „dziejów” niemal jedyną zaletą, bo zresztą stanowią tylko przeróbkę Długosza, usuwającą z tego pomnikowego dzieła z krzywdą prawdy dziejowej nie tylko to, co by mogło razić błędnie pojętą prawowierność katolicką, ale także wszystko to, co by mogło razić butę magnatów i próżność narodu. Pierwsza to na wielką skalę próba fałszowania własnej przeszłości samochwalstwem i wtłaczania jej w jak najciaśniejszy zakres poglądów i myśli. Politycy z tej szkoły, a na czele ich Jan Zamoyski, ułożyli sobie co prędzej nowy oryginalny pogląd na polskie stosunki. Kiedy dawni posłowie sejmowi Sienic- ki lub Leszczyński, dawni politycy Przyłuski lub Modrzewski widzieli ogólny rozstrój Rzeczypospolitej i przepowiadali upadek, kiedy ochrypłym już od długiego wołania głosem i teraz jeszcze o naprawę rządu wołali, Zamoyski ogłasza zdumionej szlachcie, że cały istniejący ustrój Rzeczypospolitej polskiej niedościgłym jest ideałem, który tylko niegdyś w dalekiej starożytności urzeczywistnili w swej rzeczypospolitej Rzymianie. „Polska jest ideałem wolności, każda jednostka słucha władzy i króla tylko o tyle, o ile mu się przez wolną elekcję poddała państwo nie potrzebuje siły przymusu, bo szlachta, mająca wzniosłe cele przed sobą, tylko dla dobra kraju może i będzie występować i działać. Król obieralny ma być szczytem doskonałości, a dla szlachty szafarzem łask i świecącym przykładem. Szlachcie broniącej państwa powinny służyć inne warstwy narodu, jak niewolnicy rzymscy obywatelom, a każdy szlachcic w swoim dziedzictwie dzierży nad chłopem prawo życia i śmierci.” Straszny ten obłęd, który biorąc wzory z rzymskiego społeczeństwa, zapomniał o najsilniejszym jego czynniku, czynniku posłuszeństwa i władzy, który idealizując prawa i swobody jednostki o jej obowiązkach przemilczał, głoszony teraz z całą świetnością starożytnego oratorstwa, pochlebiający tak dalece umysłom szlacheckim, znużonym ciągłym narzekaniem na upadek i polityczny rozstrój, upajał je najszkodliwszą trucizną. Doktrynerzy rozsadzili i zneutralizowali zdrowe, trzeźwe pierwiastki stronnictwa dawnych posłów sejmowych, a użyci zręcznie przez stronnictwo biskupów, rozstrzygnęli ostatnią walkę o naprawę Rzeczypospolitej.

Polska czytaj dalej

Próba reformy ze strony francuskiego stronnictwa cz. II

Upadł projekt reformy, a sześcioletnia burza, którą w Polsce wywołał, dopomogła tylko do podźwignięcia się pokonanej w roku 1660 Rosji. W czasie systematycznego zrywania sejmów, związków wojskowych i konfederacji niepodobna było Polsce wojny pomyślnie dokończyć. Zawieszono ją tylko rozejmem andruszow- skim w roku 1667 na dwadzieścia lat, zostawiając Rosji Smoleńsk, Siewierz, Czernihów i Ukrainę zadnieprską oraz Kijów na lat dwa, gotując się na odparcie nowego nieprzyjaciela, który teraz na południu Rzeczypospolitej z niesłychanym naciskiem wystąpił. Wciągali obojętną dotąd Turcję w sprawy Rzeczypospolitej Kozacy. Nowy ich hetman Doroszenko zagrożony przez Rosję, od Tatarów nieustannie trapiony, Polsce niechętny i stanowczego punktu oparcia w niej nie widząc, wpadł na myśl, która świadczyła już o ostatecznym rozkładzie Kozaczyzny, poddał się w roku 1669 Porcie Ottomańskiej. Pobity razem z posiłkującymi go Tatarami w roku 1667 pod Podhajcami przez Jana Sobieskiego, podówczas już hetmana w. k., poprzysiągł wierność królowi, a sprzymierzeńcy jego, Tatarzy krymscy, obawiając się zarówno Rosji jako też Turcji, za wypłatą rocznej donatywy obowiązali się do posiłkowania Rzeczypospolitej. Jednakże uwaga żądnej zawsze zaborów, a w roku 1664 przez Austrię po raz pierwszy pod St. Gothardem stanowczo odpartej Turcji nie odwróciła się już od tego teatru nieustannych zamieszek i politycznych przewrotów.

Polska czytaj dalej

Historycy i ich praca

Objaśnijmy rzecz na przykładzie. Znany jest i stwierdzony fakt, że absolutna władza monarsza, stanowiąca dźwignię państwa pierwszych Bolesławów, zaczęła się chwiać po śmierci Krzywoustego i w ciągu średnich wieków, utraciwszy wiele ze swych prerogatyw, z przewagą możnowładztwa duchownego i świeckiego musiała się liczyć. Z faktu tego wielu historyków, dość wspomnieć Hoffmana i Hiippego,1 wyprowadzało wniosek, że czasy świetności Polski kończą się ze śmiercią Krzywoustego, a od tej chwili rozpoczyna się już nieustanny rozkład, niczym nie powstrzymany upadek. Na czymże to jednak opierał się tak bolesny, upokorzający sąd o naszej przeszłości? Na nieznajomości, powiedzmy wprost, najgłówniejszych prawd, w naukach społecznych i politycznych od dawna stwierdzonych.

Polska czytaj dalej

Jan Kazimierz (1648-1668). Wojny kozackie cz. II

Karol Ferdynand, czwarty syn Zygmunta III, ur. 1613 z drugiej żony Konstancji austriackiej, r. 1633 (mianowany) biskupem wrocławskim, r. 1647 płockim, um. 1666. eony po bracie Władysławie, pan mężny w boju, trzeźwy i doświadczony w radzie, energiczny w postanowieniu, nieugięty w nieszczęściu, mógł był każdemu państwu szczęście i sławę zapewnić. W Polsce na samym wstępie swoich rządów musiał być widzem katastrofy, która w niepowstrzymanym zapędzie spadała jako wynik wewnętrznego i zewnętrznego upadku narodu i państwa.

Polska czytaj dalej

Zwycięstwo kirchholmskie

Spod Chocimia musiały jednak zastępy polskie spieszyć zaraz na północ, do Inflant. Zwycięstwo kirchholmskie nie zakończyło wcale wojny ze Szwecją, która wśród walk moskiewskich i tureckich po dwakroć się odnawiała (w roku 1608 i w roku 1617) i na zdobyciu kilku fortec przez Szwedów i odebraniu ich przez Polaków kończyła. Z obu stron prowadzono ją leniwie, Polacy dla braku sił gdzie indziej zatrudnionych, Szwedzi dla braku właściwego interesu, aby tylko Zygmunta od matactw w Szwecji powstrzymać i do zrzeczenia się korony szwedzkiej ostatecznie zniewolić. Teraz jednakże „mieniła się postać rzeczy. W chwili wybuchu wojny trzydziestoletniej na tronie szwedzkim siedział młody, ambitny syn Karola IX, Gustaw Adolf, który w obronie protestantów północno-niemieckich w wojnę tę co prędzej pragnął się wmieszać i o pokonaniu Habsburgów, o osiągnięciu korony cesarskiej w Niemczech śmiałe roił plany. Zygmunt, sprzymierzeniec Habsburgów, tytułujący się królem szwedzkim i o odzyskaniu utraconej korony nieustannie myślący, był mu groźnym nieprzyjacielem, którego przed wdaniem się w niemieckie zatargi musiał koniecznie usunąć i do zrzeczenia się tytułu i pretensyj do tronu szwedzkiego przymusić. Zebrał więc wszystkie swe siły, a korzystając z wojny chocimskiej najechał Inflanty, zdobył Rygę, Dyna- mundę, wkroczył do Kurlandii, zabrał Mitawę i jako zwycięzca za- żądał pokoju, byleby Zygmunt zrzekł się swych praw do szwedzkiej korony. Zygmunt atoli utwierdzony w swoich planach przez cesarza, któremu zależało na zajęciu Gustawa wojną z Polską i odwróceniu go od Niemiec, podniósł z jeszcze większym naciskiem swe prawa, pokój wyniośle odrzucił i wojnę rozpoczął. Gustaw Adolf w roku 1626 zdobył i zajął Prusy z wyjątkiem Gdańska i Torunia. W latach następnych hetman Koniecpolski poraził go wprawdzie kilkakrotnie, mianowicie w roku 1627 pod Hammers- teinem, a w roku 1628 pod Trzcianą, ale z Prus wyprzeć ostatecznie nie zdołał. Za wpływem Francji, pragnącej rozwiązać ręce Gustawowi i przeciw cesarstwu go skierować, przystąpiono do układów o pokój. Naród polski oburzał się na wojnę tak bezużyteczną i interesom Polski szkodliwą i żądał tak samo jak Szwedzi zawarcia stanowczego pokoju, ale Zygmunt od tytułu i teraz nie chciał odstąpić i zaledwie w roku 1629 zgodził się w Sztumie na sześcioletnie zawieszenie broni. Dlatego też zatrzymali Szwedzi swoje zdobycze w Inflantach, a w Prusiech oddano Malbork i Sztum w sekwestr elektorowi brandenburskiemu, z obowiązkiem zwrócenia tych grodów Szwecji, jeśliby w ciągu sześcioletniego rozej- mu nie przyszło do zawarcia stałego pokoju. Gustaw Adolf otrzymał ostatecznie wolne ręce do działania w Niemczech. Do takich rezultatów doprowadziły olbrzymie wysilenia wojenne, do których Zygmunt III naród powołał i popchnął.

Polska czytaj dalej

Złota wolność

Przypatrzmy się tej potwornej teorii politycznej, która na ustawach z roku 1573 oparta, a przez sejmy porokoszowe zatwierdzona i uzupełniona, stała się na dwa wieki jedynym obowiązującym, niewzruszonym prawem.

Polska czytaj dalej

Zamoyski panem położenia wśród bezkrólewia (1587-1588)

Przerwała się w jednej chwili tak wielka, tak wspaniała Batorego praca, nikt jednak w Polsce ówczesnej nie sądził, aby gmach naprawy Rzeczypospolitej, na wpół już dokonany, tym samym miał runąć. Pozostawał przecież po śmierci króla Stefana Zamoyski, najtajniejszych jego planów współpracownik i doradca, a naturalny ich spadkobierca. Kanclerstwo i hetmaństwo, nadanie niezmiernych dóbr skupiio w jego rękach władzę, małżeństwo z Gryzeldą Batorówną, bratanką króla, podniosło znaczenie, obelgi wreszcie, które nań miotali Zborowscy solidaryzujący go niebacznie z Batorym, postawiły potęgę Zamoyskiego w jeszcze groźniejszym u narodu świetle. Wierzono, obawiano się, że wielki hetman odezwawszy się do swoich w wojnie moskiewskiej zahartowanych, ślepo mu oddanych zastępów, wszelki opór zdruzgocze i albo siebie królem ogłosi, albo przynajmniej w nowym ustroju Rzeczypospolitej oligarchię na zawsze ukróci i złamie.

Polska czytaj dalej

Drugi okres walki o naprawą Rzeczypospolitej (1562-1572)

Wojna moskiewska otworzyła dopiero Zygmuntowi oczy na wewnętrzne kraju swojego stosunki, przekonała go stanowczo, że możnowładztwo nie jest bynajmniej żywiołem, na którym by można bezpiecznie się oprzeć, wykazała jawnie, że możnowładztwo od ciężarów publicznych się usuwa i własnej tylko pilnuje korzyści. Sejmy polskie ociągały się ze wspieraniem Litwy nie bez powodu, skoro Litwa odrębne tworzyć pragnęła państwo, sejmy te ociągały się z uchwaleniem podatków, skoro od ich płacenia panowie i biskupi się uwalniali, a argument ten ostateczny, odmowa podatków, wywarł na umyśle chwiejnego króla po raz pierwszy wrażenie. Dobra rozdrapane, skarb pusty, nieprzyjaciel wkraczający w granice Litwy, panowie pochowani w kątach – takie położenie przekonało dopiero Augusta, popchnęło go w ramiona szlachty, którą przez czternaście lat ze wzgardą od siebie oddalał. W roku 1562 rozpoczął się drugi okres walki o naprawę Rzeczypospolitej, w którym król stanął po stronie szlachty i jej politycznego programu. Z programu tego przyjął jednakże król tylko niektóre punkta.

Polska czytaj dalej

Zygmunt a cecarz niemiecki Maksymilian

Wojna tocząca się z Wasylem mogła już była Zygmunta przekonać, jak zaciętego wroga posiada w cesarzu niemieckim Maksymilianie. Habsburgowie usadowiwszy [się] przez szczęśliwe małżeństwa na tronach Burgundii i Hiszpanii, z inną już teraz niż przedtem jako książęta austriaccy występowali siłą. Zatrudnieni domowymi sprawami Niemiec i uporczywą walką z królem Franciszkiem francuskim, siły tej na Polskę nie mogli wprawdzie obrócić, ale za to szkodzili jej jak mogli, wiązali się z carem moskiewskim, z wojewodą wołoskim, mieszali w sprawy wewnętrzne Prus, roszcząc sobie nad Zakonem zwierzchnicze prawa, a przede wszystkim osądzili, że już chwila stanowcza do wyparcia Jagiellonów z Czech i Węgier nadeszła. Wydając Marię, wnuczkę Maksymiliana cesarza, za Ludwika, syna Władysława Jagiellończyka, żeniąc Ferdynanda I z Anną, córką Władysława, stawali już jedną nogą na tronie węgierskim i czeskim i zawarli układy, mocą których w razie bezpotomnego zejścia Ludwika oba te trony mieli dla siebie zagarnąć. Zygmunt nie tylko na wszystko przystał, ale zjechawszy z Władysławem na wielki kongres do Wiednia w r. 1515 obecnością swoją tryumf Maksymiliana i dynastii habsburskiej nad jagiellońską uświęcił. Obiecywał sobie Zygmunt z tego wszystkiego zobojętnienie cesarza w sprawach moskiewskiej i pruskiej, a wypuścił z rąk sprawy o wiele ważniejsze, poświęcił niepowrot- nie myśl jedności słowiańskiej z Czechami, obawiał się tronu Węgier, który do morderczych walk z Turkami go zobowiązywał. Przyszła nareszcie katastrofa. W r. 1526 przykładem Warneńczyka zginął Ludwik w bohaterskiej bitwie z Turkami pod Mohaczem, Ferdynand austriacki posiadł trony węgierski i czeski, korzystając z zupełnej apatii Zygmunta, który nawet przeciwnikowi jego na Węgrzech, Zapolyi, wszelkiej odmówił pomocy. W czasie kiedy od szczęku oręża drżała cała Europa, kiedy wznosiły się i padały trony, a dyplomacja nowożytna cały świat oplątała siecią podstępu i intryg, jeden Zygmunt monarchów europejskich moralizował, obsyłał listami nakłaniającymi do zgody i odpowiadał błagającemu o poparcie Zapolyi, że Polska do pokoju, a nie do wojny chrześcijaństwu pomagać zwykła! Piękne te słowa, gdyby poza nimi stały zastępy orężne, zdolne do poskromienia łamiącego pokój burzyciela, w ustach monarchy, który wszystkie wielkie posłannictwa, stawione Polsce przez jego własnych przodków, w ciągu czterdziestoletniego panowania od niej odsunął, a po części niepowrot- nie złamał, stawały się pustym frazesem, bo on, monarcha potęż- nego, groźnego wszystkim państwa, nikomu nie był niebezpieczny.

Polska czytaj dalej