Tanie plecaki do szkoły poszukiwane

W sierpniu rodzice kupują wyposażenie dzieciom do szkoły. Mogą znaleźć wiele rzeczy w dobrych cenach, ponieważ w dużych sklepach promocji bynajmniej nie brakuje. Doceniają tanie plecaki, zeszyty, podręczniki w promocyjnych cenach. Młody człowiek musi dostać wiele rzeczy. Tanie plecaki kosztują 40-50 złotych, czasami trafiają się także tańsze modele. Dzieci chętnie takie plecaki noszą do szkoły, a w nich podręczniki, zeszyty, kredki, flamastry, długopisy. Niejeden młody człowiek dba o swoje wyposażenie do szkoły, wiedząc, że dzięki niemu będzie o wiele lepiej się czuł wśród rówieśników. Tani plecak powinien być estetyczny. Może być czarny, szary, brązowy, może mieć nadruki oraz wzory. Popularne są plecaki z Batmanem, Supermanem, robotami czy samochodami – chłopcy takie plecaki pokochają...

Polska czytaj dalej

Hipoteza w historii – dalszy opis

Do innych za to epok przechowała się ilość faktów tak dalece obfita, że lata musiałyby upłynąć, zanimby historycy przy największym wysileniu i pracy zdołali fakta te wydobyć z ukrycia, opracować i zużytkować, a wówczas dopiero z faktów tych da się złożyć prawdziwy, stwierdzony we wszystkich szczegółach i wyjaśniony historyczny obraz. Czyż jednak historycy aż do tej chwili czekać mają z utworzeniem sobie o tej epoce przypuszczalnego pojęcia? Byłoby to niemożebne, bo z natury ludzkiej wynika, że historyk, mając już tylko pewną, niezbędną ilość faktów, łączy je zaraz w umyśle swoim w pewien ogólny obraz i – w miarę poznawania dalszych faktów – obraz ten dopiero uzupełnia, prostuje i stwierdza. I tu hipoteza w pracy historycznej rolę ogromną odgrywa, a hipoteza taka nie powinna się również w ciasnym kółku uczonych zamykać. Szczęśliwy jest naród, który na podstawie całego szeregu historycznych badań ma już o całej swojej przeszłości dokładne stwierdzone pojęcie. Choć jednak naród jakiś takim opracowaniem swoich dziejów pochlubić się nie może, to potrzebuje zawsze o całej swojej przeszłości mieć pewne pojęcie, a lepiej w takim razie, żeby historycy obznajamiali go z najnowszymi swymi hipotezami, niż żeby hipotezy takie miał sobie dowolnie tworzyć lub w hipotezy naukowe dawno już porzucone wierzyć.

Polska czytaj dalej

„Gdyby” w historii cz. III

Wyciągając teraz z tych i z wielu innych przykładów ogólny wniosek możemy powiedzieć, że „gdyby” historyczne jest możliwe i pożyteczne, jeżeli: 1) przypuszczenie faktyczne, na którym się opiera, jest prawdziwe lub w danej chwili możliwe 2) jeżeli wniosek, z przypuszczenia wyprowadzony, uzasadniony jest w umiejętności 3) jeżeli postawienie przypuszczenia i wyprowadzenie wniosku objaśnia istotnie różne kierunki i drogi, których w danej chwili naród lub osobistość historyczna mogły były się chwycić. Wszakże potępiając kogokolwiek za jego działanie możemy to uczynić tylko na podstawie przekonania, że mógł postąpić sobie lepiej chwaląc musimy przypuszczać, że mógł postąpić sobie gorzej. Jeżeli zaś historykowi wolno chwalić i ganić, tj. wykazywać złe lub dobre pewnych czynów następstwa – a tego nikt mu nie może odmówić – to oczywiście nikt mu nie powinien mieć za złe, że owe „gdyby” stawia w sposób wyraźny lub dorozumiany, lub innymi słowy, że o narodzie lub jego osobistościach historycznych nieco jaskrawszego wyrażenia: „powinien był uczynić”, używa.

Polska czytaj dalej

Fakta dziejowe

Jest to zresztą rzecz zupełnie zrozumiała i jasna. Fakta dziejowe mogą być tylko przedmiotem badania i sądu, ale chcąc je ocenić i osądzić, trzeba mieć do tego pewną ogólną, zasadniczą miarę, którą by do mich można i należało przyłożyć. Jeżeli ktoś popełnił przestępstwo, to jest ono przedmiotem sądu, ale z niego samego nie można (go osądzić, bo żadne samo w sobie nie mieślci wyroku ‚i kary potrzeba mieć ogólny przepis prawny, który orzeka, że za takie przestępstwo taka należy się kara, a stosując ten przepis do przestępstwa wydaje się o nim sąd i wyrok. Układając też przedpotopowe kości można to uczynić tylko na podstawie ogólnej, naukowej znajomości budowy zwierząt i ich pojedynczych rodzajów i osobników. Kto się w taką znajomość uzbroił, ten znalezione szczątki rozłoży naj- pierw na grupy: .osobno (te, “które należą do ssących, osobno te, które są własnością ryb lub ptaków postępując coraz dalej znajdzie na koniec kości jednego zwierzęcia, a wiedząc, do jakiego ono należało gatunku, wiedząc, jaki jest ustrój zwierząt tego gatunku, zdoła je z łatwością złożyć w prawdopodobną całość, uwydatnić w niej nawet zachodzące braki. Gdyby się znalazły rozrzucone szczątki jakiegoś takiego zwierzęcia, które do żadnej ze znanych .grup zwierząt nie należało, które zupełnie odmienny posiadało ustrój i innym w życiu swoim podlegało prawom, to szczątków tych połączyć w jedną rozumną całość nie zdołaliby nawet Cuvier i Darwin połączonymi siłami. Historyk mający nam odtworzyć obraz dziejowego .rozwoju ludzkości z pojedynczych faktów, czyli objawów jej życia, musi też w ocenieniu i zbadaniu tych objawów oprzeć się na umiejętnej podstawie nauk, badających życie towarzyskie człowieka, stwierdzających waruhki i prawa, .którym ono podlega, tj. nauk społecznych i !politycznych.

Polska czytaj dalej

Elekcja Stefana Batorego. Jego polityka (1575-1586) cz. II

Ucieczkę Henryka przyjęła szlachta jako jawną wzgardę dla tego tronu, który ona tak wyidealizowała, na który dla wszystkich monarchów Europy konkurs rozpisywała. Upokorzona, dotknięta do żywego zraziła się do wszystkich obcych kandydatów, nienawidziła przede wszystkim Rakuszanina, od którego nadto też same co i przedtem ją odwodziły powody, nie chcąc jednak w doktrynerstwie swym przyznać, że jej idealna teoria Rzeczypospolitej jest obłędem, który się na niej samej tak prędko pomścił, posunęła teorię tę do ostateczności i na tron polski postanowiła powołać krew z swojej krwi, kość z swojej kości, rodaka, czyli – jak go nazwała – „Piasta”. Ten ją zrozumie, ten jej myśli spełni, ten z pewnością jej nie zawiedzie. I znowu chimerę tę z ogólnym poklaskiem na zjeździe elekcyjnym sformułował największy do- ktryner, Zamoyski. Był to jednakże głos raczej obrażonej miłości własnej szlachty niż plan na serio powzięty. Jeszcze tron Jagiellonów tak nisko nie upadł, aby na nim zasiąść miał Tęczyński albo Kostka, jeszcze pomimo artykułów henrycjańskich nie zatarło się pojęcie majestatu. Przyszło chwilowe otrzeźwienie się, wówczas zaś w chwili tak krytycznej, w chwili zupełnej kompromitacji młodych doktrynerów, obejrzała się szlachta na dawnych swych poteranych wodzów, wówczas wystąpili Sienicki, Filipowski i na końcu swej kariery zbawili jeszcze raz Polskę i szlachtę. Wskazali jej kandydata, który sam jeden stanąć mógł samoistnie jako król szlachty, a chwyciwszy ją w swoją silną prawicę, zdruzgotać anarchię możnowładczą i krajowi ład i porządek przywrócić. Królem takim mógł być tylko Stefan Batory, wojewoda siedmiogrodzki, mężny wódz, książę mający pojęcie i poczucie władzy, człowiek żelaznej energii, szerokiego poglądu i rzadkiej bystrości w ocenianiu chociażby odległych stosunków. Na elekcję Maksymiliana dokonaną w dniu 12 grudnia 1575 przez senat odpowiedziało koło poselskie elekcją Batorego i Anny Jagiellonki, panny pięćdziesięcioletniej, którą za małżonkę przymusowo mu wyznaczyło. Była to jedyna struna fałszywa w patriotycznej elekcji Stefana, dowodząca, że jad anarchii nie oszczędził też szlachty. Zresztą wybór, za którym stanęli zaraz Zborowscy i Górka, a wkrótce potem najmądrzejszy z biskupów, Karnkowski, wybór poparty zjazdem jędrzejowskim, prędkim przybyciem elekta i jego koronacją, stał się faktem dokonanym, z którym przeciwnicy elekcji prędko musieli się zgodzić, zwłaszcza że śmierć Maksymiliana rozwiązała im ręce.

Polska czytaj dalej

Działania Zygmunta Augusta

Cóż robi August? Łudzą nieraz niezmiernie pozory, Górował Zygmunt August nad ojcem swoim niezaprzeczonym talentem, W miejsce szlachetnej, ale dobrodusznej otwartości Zygmunta Starego, przynosił po matce swojej włoską namiętność i skrytość. Nikt lepiej od niego nie znał ludzi, z którymi miał do czynienia, nikt lepiej do swoich celów nie umiał ich użyć, nikt tak mało nie zastanawiał się nad środkami, które wiodły do celu. Niestety, tylko na mętnej, fałszywej strunie człowieczego serca umiał król z niezrównanym mistrzostwem wygrywać, struny czystej, szlachetnej nigdy nie zdołał zużytkować, z chwilowego odrętwienia poruszyć, tak jak gdyby w istnienie jej zwątpił. Włoska sztuka rządzenia, dobra do założenia świetnego dworu w drobnym jakim księstewku, nie dała się zastosować do ogromnej Rzeczypospolitej. Dwór królewski nie mógł tu nigdy zabsorbować wielkiego narodu i państwa. Drobne intrygi, sposoby i sztuczki znikały wobec olbrzymich zadań religijnych, społecznych i politycznych. Zadania takie rozwiązać mógł tylko człowiek szerokiego poglądu, wyższej ambicji, który by zdołał popchnąć tłumy i do zamierzonego celu energicznie je prowadził, który by posiadał ów hart moralny, ową pogodę umysłu, jaka do wielkich celów zapala i nęci. Tego moralnego hartu brakło przede wszystkim Augustowi, a odpowiedzialność jego historyczną zwiększa tylko ta okoliczność, że wiedział, czego krajowi potrzeba, przepowiadał upadek, a dla rozstroju wewnętrznego swej duszy nie umiał nigdy stanowczo postąpić. On, którego małżeństwo Barbary podało na łaskę i niełaskę panów, którym Kmita, Tarnowski i górujący nad nimi oboma Mikołaj Czarny Radziwiłł kolejno władali, nie zdołał zrazu zupełnie programu szlachty ocenić, nie zdawał sobie sprawy, że szlachty polskiej do zbudowania absolutnej władzy może z łatwością użyć, uwierzył podszeptom panów i całą izbę poselską za burzycieli i wrogów swoich poczytał. Doradzili mu panowie, ażeby się do ogółu szlachty odwołał i posłów sejmowych przed tym ogółem otwarcie oskarżył. Ufali, że wpływem swoim zburzą na nich sejmiki i program przez posłów stawiony niepowrotnie obalą.

Polska czytaj dalej

Działania Zygmunta Augusta – dalszy opis

Dla posłów sejmowych ciężka zbliżyła się chwila. Miała się rzecz rozstrzygnąć, czy krajem rządzić będzie sejm złożony z posłów, ludzi samoistnych i wykształconych, czy też tłumy szlachty na sejmikach, przystępne zawsze możnowładczym wpływom. Zgotowały one i teraz posłom wracającym z sejmu niemało kłopotu, ale pouczone przez nich, o co rzecz idzie, w imię równości szlacheckiej wzburzone na panów, porwane śmiałym wymownym głosem swych posłów, oddały im na nowo zupełne pełnomocnictwo i program naprawy Rzeczypospolitej przez posłów postawiony stwierdziły uroczyście jako program całego narodu. Posłowie sejmowi osiągnęli nad sejmikami, z których wyszli, zupełną przewagę, a zorganizowani solidarnie, stanęli wobec króla i senatu z nie znaną przedtem powagą. Dwaj znakomici uczeni rozwinęli program szlachty w obszernych dziełach, Jakub Przyłuski, prawnik, napisał projekt kodeksu (r. 1553), w którym objął nowy ustrój społeczny i polityczny i szczegółowo go uzasadnił. Jędrzej Frycz Modrzewski, moralista i polityk, uchwycił go z tych dwóch drugich stron w dziele o naprawie Rzeczypospolitej (r. 1551 i 1555) i uzupełniając go w wielu względach wskazywał mianowicie na konieczność poprawy losu wiejskiego ludu. Nie można więc było ignorować programu naprawy Rzeczypospolitej, uzasadnionego przez naukę, a przyjętego przez całą szlachtę, nie można było dłużej traktować jako burzycieli posłów, jak Mikołaj Sienicki, Hieronim Ossoliński, Rafał Leszczyński, którzy odwodząc sejm i szlachtę od wszelkich gwałtownych kroków, stojąc silnie przy królu, spodziewali się wytrwałością swoją i konsekwencją przychylniej go ku sobie usposobić i nareszcie pozyskać. Taktyka ta na Zygmuncie Auguście żadnego jednak nie wywarła skutku. Przyznał August, że naprawa Rzeczypospolitej jest rzeczą potrzebną i konieczną, ale oświadczył stanowczo, że on sam nie przyznaje sobie prawa wybrania i wyjaśnienia tych ustaw, które by należało wykonać, niechże zatem sejm nad tą sprawą się zastanowi, ustawy zbierze i wyjaśni, a wówczas będzie można do egzekucji przystąpić. O unii, której przeciwni byli Radziwiłłowie, król nie chciał słyszeć, w sprawie reformy wychowania zachował oburzającą obojętność. O Kościół narodowy rozpoczął w r. 1556 rokowania z Rzymem otrzymawszy odmowną odpowiedź dalszych kroków zupełnie zaprzestał, ale szlachtę obietnicą zwołania soboru narodowego z roku na rok zwłóczył. Zatrzymała szlachta dziesięciny należące się Kościołowi, wstrzymała egzekucję ich przez starostów, biskupi pod tym naciskiem pragnęli czym prędzej soboru, ale na taki krok August się nie odważył. Sama egzekucja praw dostała się na pole szerokich rozpraw parlamentarnych, z którego posłowie zrazu pragnęli ją zepchnąć ilekroć jednak po długich rokowaniach między izbą poselską a senatem przyszło do ostatecznych wniosków i król miał rozstrzygnąć, ilekroć nawet zgodne wnioski senatu i izby poselskiej należało zatwierdzić, Zygmunt August sprawę do jutra odłożył i powoli zupełnie ją stłumił. W ten sposób król, nazwany „dojutrkiem”, dziesięcioletnią pracę sejmów i najszlachetniejsze usiłowania narodu zupełnie zniweczył. Komedia, którą odgrywał z sejmami, miała też tylko ten cel, aby ich nie zrazić i do uchwalenia podatków nakłonić. Podatki były potrzebne, dobra królewskie rozdrapali panowie do ostatka. Bona ze skarbami swoimi w roku 1556 z Polski uciekła, a August, puściwszy ją nierozsądnie, ujrzał się bez wszelkich dochodów.

Polska czytaj dalej

Duch żywotny narodu

Nigdy też świetniej nie zajaśniał duch żywotny narodu, jak w chwilach niepowodzenia. Czy to za Bolesława Wstydliwego, czy za Kazimierza, czy za Jagiełły, czy za Zygmunta widzimy go chwytającego się oburącz ciężkiej i twardej wewnętrznej pracy, która zawsze najsroższe wetowała klęski.

Polska czytaj dalej

Drugie reformy Zygmunta

Sam Zygmunt wykoleił szlachtę z dawniejszej jej roli, oddalił od niej te wielkie cele, do których dotąd nieskończonymi ofiarami zdążała, którymi się poiła i w czerstwości utrzymywała, skazał ją na bezczynność, odjął jej swój kierunek, a wydał na łup możnowładztwu. Nic dziwnego, że kiedy król nauczony smutnym doświadczeniem ostatnich lat, w roku 1527 po raz wtóry do reform wewnętrznych przystąpił, nie znalazł już w niej tak chętnego i powolnego jak przy pierwszych reformach narzędzia.

Polska czytaj dalej

Drugi stopień dziejopisarstwa

Drugi stopień dziejopisarstwa nazwać byśmy mogli filozoficznym. Pewien pogląd filozoficzny ułożony a priori, rozwinięty mniej lub więcej dokładnie w szczegółach, służy za podstawę do wyboru i ustawienia historycznych faktów. Wartość tego rodzaju historii zależy .oczywiście od wartości poglądu filozoficznego, który jej podwalinę stanowi. Jeżeli pogląd opiera się jedynie na urojeniu – a ileż takich niedorzecznych nie stworzono poglądów! – to historia nie będzie miała najmniejszej wartości. Pomyślmy sobie np. pogląd oparty na metampsychozie, wychodzący z założenia, że jeden i ten sam duch wciela się kolejno w różne wpływowe osobistości dziejowe i dokonywa przez to jakiegoś swego, z góry wytkniętego celu, np. pokuty lub zemsty. Piszący na podstawie takiego poglądu historyk musi oczywiście w sposób najdowolniejszy wybierać niektóre tylko fakta, bo inne dla tego poglądu żadnej doniosłości nie mają, a ponieważ nawet te wybrane fakta jeszcze by niedorzecznego poglądu nie były w stanie poprzeć, musi więc fakta ‚te rozmyślnie lub bezwiednie fałszować i do poglądu swego sztucznie przykrawać i naginać. Wybrałem przykład jaskrawy istnieją poglądy filozoficzne rozsądniejsze, których pewna część składowa do prawdy się zbliża, a Wskutek tego historia na nich oparta nie jest bez pewnych zalet, atoli zalety te nie są Inigdy w stanie zrównoważyć błędów i grzechów historii, która jest sługą pewnego dowolnie ułożonego poglądu i na jego udowodnienie ma służyć. Historia tego rodzaju panowała wszechwładnie z końcem XVIII i z początkiem XIX wieku wprowadził ją i do nas Lelewel, dla którego ideałem narodu jest gminowładztwo i który też w tak jednostronny pogląd całe przedstawienie naszej przyszłości wtłacza. Historię taką nazwano filozofią historii a poznawszy się na jej słabych stronach stracono do niej słusznie zaufanie. Nie można dzisiaj ostrzej potępić żadnej historycznej pracy, jak odmawiając jej charakteru historii, a nazywając ją filozofią dziejów.

Polska czytaj dalej

Czym była Złota wolność?

Złota wolność była przede wszystkim wolnością szlachecką, a więc przywilejem jednego stanu, który pociągał za sobą poniżenie miast a niewolę wiejskiego ludu. Szkodliwe prawa skarbowe z czasów Zygmunta Augusta wydały już swoje owoce: zupełny upadek miast ekonomiczny. Szlachta, łamiąc ich samoistność, przywłaszczała sobie nad pojedynczymi miastami, mianowicie mniejszymi, niemal taką samą władzę, jak nad poddanym jej ludem. Odkąd zaś Zygmunt III przeniósł rezydencję do Warszawy, nie miał już nawet kto interesu miast bronić. Kraków, który zupełnie wyludnił się i podupadł, nie umiał zrobić użytku ze swoich praw i przywilejów. Posłowie jego na sejm zaledwie do podpisania aktu elekcji dopuszczani bywali. Podnosząca się zaś prędko Warszawa żadnych praw nie posiadała. Lud wiejski stracił już zupełnie opiekę prawa wobec swych panów, stracił wolność swą osobistą. Szlachcic na jednej wiosce dzierżył nad nim prawo życia i śmierci, ścigał zbiegłych włościan i do swej gleby przykuwał, szlachcic widział w nich maszynę roboczą, na którą tyle pańszczyzny nakładał, ile tylko jej fizyczne siły udźwignąć zdołały. Łagodność charakteru właściwa Polakom, dawny patriarchalny obyczaj, na koniec religia chrześcijańska były jedyną tarczą wieśniaka, którego zupełnie opuściło prawo. Nie tylko jednak dla ludu wiejskiego, także dla samej szlachty złota wolność pod hasłem równości straszną gotowała niewolę.

Polska czytaj dalej